PIERWSZY ODCINEK NOWEGO SEZONU
DELAJTS
Nauczanie
SEKRET JANA
Biblia mówi o nim: „uczeń, którego miłował Jezus”. Kto z nas nie chciałby znaleźć takiej notatki przy swoim imieniu? Ale czy tylko Jan był umiłowanym uczniem Jezusa?
Pewny miłości
Obraz Jana, jako umiłowanego ucznia Jezusa jest dla nas oczywisty. Wydawałoby się, że nie ma tu miejsca na żadne sekrety. Rzeczywiście w nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wszystkie frazy: „uczeń, którego miłował Jezus” pochodzą z Ewangelii Jana. Wygląda na to, że Jan pisał tak sam o sobie. Ale czy to ma sens? A może to uczniowie napisali jego ewangelię, bo jest najmłodsza ze wszystkich? Albo Jan jest po prostu chwalipiętą lub mówiąc młodzieżowym slangiem – „chłopak się lansuje”. Zanim jednak osądzimy Jana i skażemy go za pychę, zastanówmy się, co takiego robił. Jest w tym coś potężnego. Co spowodowało, że pisał o sobie w taki sposób? Czy Jezus kochał Jana bardziej niż innych apostołów? O nie, Jezus kochał ich wszystkich dwunastu tak samo mocno. Wszystkim – z Judaszem włącznie - umył nogi. Ale to Jan wiedział jak jest kochany przez Pana. Miał nie tylko świadomość, że Jezus kocha wszystkich ale wiedział, że kocha jego – osobiście. Był świadomy tej miłości i wiedział co to dla niego oznacza. Polegał na niej, dlatego był blisko Jezusa. Bliżej niż którykolwiek z apostołów. W jego Ewangelii odnajdujemy pięć fragmentów, w których pisze o sobie jak o uczniu, którego miłował Jezus. To one pomogą nam odkryć sekret Jana.
Powiedział tylko jemu
„A jeden z uczniów, którego Jezus miłował, siedział przy stole przytulony do Jezusa. Skinął więc na niego Szymon Piotr i rzekł do niego: Zapytaj, kto to jest. O kim mówi! A on, wsparłszy się o pierś Jezusa, zapytał go: Panie! Kto to jest? A Jezus mu odpowiedział.” (Jan 13:23-26) Pierwszy fragment przedstawia ważną chwilę w życiu i w misji Jezusa. Oto ostatnia wieczerza i Jezus, który gorąco pragnął spożyć ją ze swoimi uczniami. To nie tylko pożegnalna kolacja przed długą i ciężką drogą na wzgórze Golgoty. To nie tylko ustanowienie sakramentu łamania chleba i picia z kielicha. To przede wszystkim ostatnie chwile z najbliższymi przyjaciółmi. To moment umycia nóg uczniom, dodania im otuchy, wskazania drogi, powtórzenia przykazania miłości, zachęty do trwania, złożenie obietnicy przyjścia Pocieszyciela. W tej podniosłej chwili widzimy Jana, który jest najbliżej Jezusa, opiera się na jego piersi – miejscu gdzie jest Jego serce, w miejscu, gdzie jest źródło doskonałej świętej miłości. Jan jest blisko, tak blisko, że nawet Piotr nie ma śmiałości być bliżej, ale prosi Jana, aby ten dowiedział się kto jest zdrajcą, i tylko Janowi Jezus to wyjawia. Ten moment jest świadectwem istnienia ogromnej bliskości, przyjaźni Jana z Jezusem. Jan polegał na miłości Jezusa do niego. Miał świadomość mocy tej miłości i jej ofiarnego wymiaru.
Jako jedyny pod krzyżem
„A stały pod krzyżem Jezusa matka jego, i siostra matki jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. A gdy Jezus ujrzał matkę i ucznia, którego miłował, stojącego przy niej, rzekł do matki: Niewiasto, oto syn twój! Potem rzekł do ucznia: Oto matka twoja!” (Jana 19:25-27) Drugi obraz przedstawia Jana pod krzyżem. Dotarł tam jako jedyny z apostołów. Gdzie podziała się cała reszta uczniów? Gdzie był Piotr, który chciał bronić Zbawiciela za wszelką cenę, który deklarował wielokrotnie swoją miłość do Jezusa? Chwila aresztowania i skazania Jezusa obnaża dwie postawy. Piotr, który polegał na swojej miłości do Jezusa, ukrył się ze wstydu i poczucia winy spowodowanej trzykrotnym zaparciem się mistrza. Jan, który polegał na miłości Jezusa do niego – w najtrudniejszej dla Jezusa chwili, stał pod krzyżem. Znalazł duchowe zatrudnienie. Jan był blisko w chwili, która była celem przyjścia Jezusa na świat, sensem Jego służby i jej ostatecznym aktem. Wcześniej jednak usłyszał słowa skierowane bezpośrednio do niego, słowa pełne troski o najbliższych: „Oto syn twój, oto matka twoja”. To właśnie jemu Jezus powierzył opiekę nad swoją matką i „odtąd wziął ją ów uczeń do siebie”. Mógł spełnić tę osobistą prośbę, bo był w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Był blisko.
Nie musiał sprawdzać
„Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna”. (Jan 20:2-6) Trzeci obraz to wyścigi do grobu. Oto 3 dni po śmierci, piękny poranek, załamani apostołowie. Nagle wpadają kobiety, mówią, że grób, że kamień odwalony, że nie ma ciała. Może ukradli. A może stało się to, co przepowiadał… Usłyszawszy to Piotr i Jan ruszyli przed siebie do grobu – kto pierwszy. Jakie emocje, jaka nadzieja, tysiące myśli. Kto pierwszy będzie świadkiem tego wydarzenia? Finisz należał do Jana, na ostatniej prostej prześcignął Piotra. Jan pierwszy dobiegł do grobu i zobaczył, że to, co mówił Jezus jest prawdą. Grób był pusty. Nie wszedł do grobu, pozostał poza, jakby chciał nam powiedzieć: nie musiałem tam wchodzić, bo wiedziałem, że On żyje! Piotr wszedł – musiał sprawdzić osobiście.
Poznał od razu
„Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował «To jest Pan!» Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze”. (Jan 21:7) Czwarty obraz przedstawia apostołów w łodzi. Historia lubi się powtarzać – oto znowu łowią, jak za dobrych czasów – Piotr i Jan w jednej łódce. I jak to często w przeszłości bywało, nie mogą nic złowić. Nagle ktoś z brzegu woła: „Zarzućcie sieci po drugiej stronie łodzi”. Piotr bezmyślnie wykonuje czynność. Znów jest rybakiem, jest zajęty swoim rzemiosłem. Wyciąga pełną sieć. Jan stoi na przedzie łodzi i mówi ze spokojem: „To jest Pan”. Poznał Go po głosie, po sposobie, w jaki do nich mówił. Wiedział.
Po prostu za Nim poszedł
„Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi.” (Jan 21:20) Ostatni obraz – oto znów Piotr i Jan idą za Jezusem. Już nie biegną, nie rzucają się w wodę, ale podążają za Mistrzem. Piotr jest po rozmowie, w której otrzymał szczególne zadanie: „Paś owieczki moje”. Zdanie to zostało poprzedzone trzykrotnym pytaniem: „Piotrze – miłujesz mnie?” Tak, jakby Jezus chciał cofnąć trzykrotne zaparcie się Piotra. „Panie, ty wiesz wszystko – ty wiesz, że ja ciebie miłuję”. „Paś owieczki moje” – pada w odpowiedzi. To trzykrotne pytanie jest próbą uświadomienia Piotrowi, że nie jest w stanie kochać tak mocno, jak Jezus. Miłość Jezusa to agape – miłość święta, doskonała, ojcowska, nie znająca granic. Miłość Piotrowa to phileo – przyjaźń, miłość silna ale nie bezwarunkowa. Piotr już wie, że nie jest w stanie kochać tak samo, jak Jezus. I kiedy tak szli razem za Jezusem, Piotr zorientował się nagle, że nie jest sam, zobaczył, że Jan też idzie z nimi. „A co z tym Panie?” – Piotr zapytał zdziwiony tak, jakby czuł się jedynym spadkobiercą i kontynuatorem misji Jezusa na ziemi. „A gdybym zechciał, aby ten pozostał do końca świata, co Ci do tego. Ty chodź za mną” – słyszy. Co za odpowiedź. I w pewnym sensie tak się stało. Jan bowiem stał się tym, który spisał dzieje końca świata w Apokalipsie. To jemu Pan objawił czasy ostateczne, swoje powtórne przyjście, Armageddon, sąd, nowe Jeruzalem.
Polegaj na miłości Jezusa
Wróćmy do sekretu Jana, który może się też stać naszym własnym. Po pierwsze Jan był świadomy, jak bardzo Jezus go kocha. Jan wiedział, w przeciwieństwie do Piotra, że nie może polegać na swojej miłości do Jezusa, gdyż jest ona niedoskonała, niestała. Polegał więc całkowicie na Jego miłości. Miał bardzo głęboką świadomość bycia kochanym. Pomyśl o tym, co jest bardziej stałe w twoim życiu: czy twoja miłość do Boga, czy jego miłość do Ciebie? Jesteśmy niestali w naszej miłości. Buja nami, jak na morzu wśród wysokich fal podczas sztormu. Jedynym lekarstwem na chorobę morską jest utkwienie wzroku w linię horyzontu. Dlaczego? Bo to jedyny stały, niezmienny punkt na falującym morzu. Taka jest Jego miłość do nas – zawsze taka sama. Dlatego to ona powinna stać się naszym punktem odniesienia. Tylko koncentrując się na tym, co stałe i niezmienne w naszym życiu – na Jego miłości do nas – zyskamy spokój, stabilność i siłę. Mamy całkowicie polegać na miłości Jezusa.
Karm się Jego miłością
Po drugie Jan karmił się Jego miłością. Miłość Jezusa była jego pokarmem. Dobrą ilustracją jest historia, gdy uczniowie zostawili Jezusa przy studni w Samarii, a sami poszli do miasta po jedzenie. Jezus w międzyczasie rozmawiał z Samarytanką przy studni Jakuba i poczęstował ją wodą żywą. Kobieta zostawiła swój dzban i pobiegła do miasta opowiedzieć, co się jej przytrafiło. Po co komu dzban, kiedy masz w środku całą studnię. Gdy wrócili uczniowie spostrzegli, że Jezus jest odświeżony, mimo że gdy Go zostawiali, był znużony. Dlaczego? „Ja mam pokarm, którego wy nie znacie” – powiedział Jezus do uczniów. Jan odkrył, że tym pokarmem jest dawanie siebie innym. Jan odżywiał się miłością Jezusa, bo wiedział, że to jest największym Jego pragnieniem. Największym pragnieniem Jezusa jest dawanie siebie innym. On chce abyśmy karmili się Jego miłością i pili ze źródła wody życia. Mamy się tak posilać każdego dnia.
Bądź zawsze blisko
Po trzecie Jan był blisko Jezusa, Jan opierał się na Jego sercu – miejscu przepełnionym miłością. To była bardzo osobista, wręcz intymna duchowa relacja. Jezus był jego przyjacielem i Jan znał doskonale cenę tej przyjaźni. „Nie ma większej miłości niż kiedy ktoś daje życie za przyjaciół swoich”. Podobnie jak Jan powinniśmy być blisko Jezusa i pielęgnować relację z Nim.
Słuchaj Jego słów
Czwarta rzecz. Jan praktykował miłość Jezusa. Nie wygłupiał się i nie wychylał z różnymi pomysłami – tak jak np. Piotr na Górze Przemienienia. Nie chciał budować trzech namiotów dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza mieszając prawo, proroków i łaskę. Bóg Ojciec przemówił wtedy: „To jest mój Syn umiłowany – Jego słuchajcie”. On musi być pierwszy. Mamy słuchać Jego słów.
Idź za Jezusem
Piąta ostatnia wskazówka dotyczy tego, że Jan poszedł za Jezusem. Bez pytań, bez dodatkowych komentarzy, bez oglądania się na innych – po prostu. Wiemy o nim, że dożył sędziwego wieku, że przez wiele lat będąc w kościele w Efezie wspierał tę społeczność, przebywał też na wygnaniu na wyspie Patmos. Był jedynym apostołem, który umarł śmiercią naturalną. Słowa skierowane do Piotra: „Co Ci do tego?” w odpowiedzi na pytanie „Panie, a co z tym?”, wskazują na postawę Jana. Jan po prostu poszedł za Jezusem. Jezus powiedział Piotrowi: „Ty chodź za mną”. Jan zrobił to, o czym Jezus nie musiał mu przypominać. My też powinniśmy za Nim iść.
Jeśli polegasz na swojej miłości do Jezusa jest rzeczą pewną, że zawiedziesz – będziesz czuł dystans, będziesz wiedział, że jest wciąż niedoskonała. Ale jeśli polegasz na Jezusowej miłości do ciebie, będziesz blisko, będziesz duchowo zatrudniony, znajdziesz się we właściwym miejscu o właściwym czasie. To umocni cię w twoim życiu i w twojej służbie. Będąc świadomym tej miłości będziesz kochał bardziej. Bo jak czytamy w I Liście Jana 4:19: „Nasza miłość bierze się stąd, że On pierwszy nas nią obdarzył”.
Jesteś uczniem, którego miłuje Jezus.
Paweł Podwysocki

